czwartek, 12 stycznia 2017

Hantio




"A gdy skręciłem w naszą bramę i usłyszałem, jak ta moja hydrauliczna prasa wesoło sobie podzwania, tak wesoło jak sanie wiozące pijanych weselników, nie mogłem iść dalej, nie mogłem już nawet spojrzeć na tę moją prasę, odwróciłem się i wyszedłem na chodnik, słońce oślepiło mnie i stałem, nie wiedząc, dokąd iść, w czas burzy nie przyszedł mi z pomocą ani jeden tekst z książek, którym bezgranicznie ufałem, stałem więc i powlokłem się pod świętego Tadeuszka, zwaliłem się na klęcznik, oparłem głowę na dłoniach i chyba zasnąłem, i chyba drzemałem, i chyba śniłem na jawie, i chyba już sfiksowałem od tej niesprawiedliwości, której dane mi było zaznać, przyciskałem dłonie do oczu i widziałem, że moja hydrauliczna prasa stała się gigantem nad wszystkie gigantyczne prasy, widziałem, że jest tak wielka, że jej cztery ściany stoją i otaczają całą Wielką Pragę, widziałem, jak nacisnąłem zielony guzik i boczne ściany ruszyły z miejsca, ściany wielkie jak zapory w dolinach, widziałem, jak walą się pierwsze wielkopłytowe domy, a ściany z łatwością suną dalej i dalej, wciąż zgarniając przed sobą ze wszystkich stron wszystko, co stało im na drodze, niczym myszki w mej prasie, widziałem patrząc z góry, że podczas gdy w centrum Pragi życie toczy się nadal normalnym trybem, suwaki mojej gigantycznej prasy zgarniają i pustoszą całe peryferie i symultanicznym ruchem swych ścian pchają teraz wszystko ku centrum, widzę stadiony i kościoły, i gmachy publiczne, widzę, że wszystkie ulice i uliczki, że wszystko wali się, a ściany mej apokaliptycznej prasy nie pozwalają ujść nawet jednej jedynej myszce, teraz widzę, jak pada Zamek, na drugim zaś brzegu wali się złota kopuła Muzeum Narodowego, jak woda w Wełtawie się podnosi, lecz siła hydrauliki mej prasy jest tak straszliwa, że nic, nic nie stawia jej większego oporu niż stary papier w piwnicy pod moim podwórzem, widzę, że teraz ściany giganta szybciej pchają przed sobą wszystko, co już porozwalały, widzę samego siebie, jak wali się na mnie kościół Świętej Trójcy, widzę, że już nie widzę, że jestem sprasowany i spojony z cegłami i belkowaniem, i klęcznikiem, a potem słyszę już tylko, jak pękają tramwaje i samochody, a ściany zbliżają się do siebie coraz to bardziej, wciąż jeszcze pośród gruzów jest dość wolnej przestrzeni, wciąż jeszcze w mroku ruin jest dość powietrza, które teraz z czterech stron, pod czterema ścianami gigantycznej prasy syczy i tryska w górę, gruntownie przemieszane z lamentem ludzi, otwieram oczy i widzę pośród pustej równiny ogromną paczkę, sprasowany sześcian o krawędzi pięćsetmetrowej, a może większej, widzę całą Pragę sprasowaną wraz ze mną, ze wszystkimi mymi myślami, ze wszystkimi tekstami, które kiedykolwiek przeczytałem, z całym mym życiem, nie więcej niż maleńka myszka, którą z papierem tam na dole w mojej piwnicy prasują dwaj członkowie brygady pracy socjalistycznej..."


Bohumil Hrabal - Zbyt głośna samotność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz